czwartek, 11 lutego 2016

Darcie pierza i elfowe czapeczki z Elbląga


"Darcie pierza" to sposób na długie zimowe wieczory, to rodzaj wzajemnej pomocy: w jednej chacie gromadziło się nieraz kilkanaście kobiet i dziewcząt i przez kolejne wieczory darły pierze. Wieczory te upływały na rozmowach, opowiadaniu niezwykłych historii, a często – jak to wśród kobiet bywa - na zwykłym plotkowaniu. To były naprawdę cenne chwile w życiu wiosek: integrowały społeczeństwo, ludzie – połączeni wspólną pracą - czuli się sobie bliżsi; bywało, że taki właśnie wieczór stawał się okazją do pocieszenia kogoś w troskach. Dzięki temu zajęciu nikt nie był samotny, a i praca szła żwawiej.

Poza tym skubanie pierza stanowiło jedną z niewielu przecież możliwych wówczas form życia towarzyskiego na wsi. Wieczory skubania pierza należały do bardzo radosnych. I choć czynność darcia pierza wcale nie należała do atrakcyjnych ani zbyt lekkich, nikt nie narzekał. Kończono skubać w jednym domu, a już następnego wieczora zaczynano w następnym. Gospodyni, która nie urządziłaby „wyskubka” nie miała co liczyć na sąsiedzką pomoc na drugi rok. Tyle tematem wstępu.

Nawiązując do Pomarańczowej Alternatywy, Danka wpadła na pomysł szycia czapek, tyle że w kolorze flagi unijnej z gwiazdkami zamiast pompona. Zakupem materiału zajął się nasz niezastąpiony elbląski koordynator Kawcia lub jak woli Mieczysław Tadeusz Kawa. Zorganizowałam wydarzenie na fejsie i zaprosiłam kobiety do siebie. Dnia Pańskiego 7. stycznia przed manifestacją w Warszawie rozpoczęłyśmy szycie.

Ale po kolei, najpierw okazało się, że to co dla kobiety jest nazwą koloru, dla mężczyzny jest abstrakcją. Nie ma tego złego, co na dobre nie można odmienić. Postanowiłyśmy, że zostaniemy "Elbląskimi Elfami". Po debacie jak to szyć, tak około półtoragodzinnej okazało się, że moja maszyna jest bezsprzecznie zwolenniczką PIS-u i na współpracę nie pójdzie.

Kolejna debata i przeszłyśmy do szycia ręcznego. Danuta fastrygą a ja na okrętkę. Iwona zaś powiedziała tylko: "A nie mówiłam" i zaczęła wycinanie gwiazdeczek. Pierwsze spotkanie zakończyło się po 6 godzinach około północy, w doskonałych humorach i z misją. Jeszcze nie wiemy jak ale na sobotę damy radę. Noce są od szycia na okrętkę bo ta opcja dawała lepszy rezultat, a noce były aż dwie.

W ostatecznej ostateczności byłyśmy gotowe na plan awaryjny tj. wykorzystanie czasu na przejazd do Warszawy na szycie. Plan awaryjny zrealizowany z rozmachem Danki, tylko z nawlekaniem igły trochę miała problem ale ktoś z opresji ją uratował. I tak do przerwy w jeździe na bliżej nie określonej stacji benzynowej dzieło zostało ukończone, a Elfy mogły zaprezentować się ludzkości. Po lansowaliśmy się troszkę na manifestacji, ale tylko trochę bo naszych Piotrusiów Panów zwinęły nam służby porządkowe by dzielnie bronili policji, Elfów jak wiadomo boją się wszyscy.

Angelika Domańska

..cdn





1 komentarz:

Katarzyna Lehmann pisze...

Piękne, naprawdę piękne czapki. Super pomysł na znak rozpoznawczy regionu. Gratuluję.