piątek, 19 lutego 2016

Solidarni z Lechem Wałęsą


W odpowiedzi na głosy w komentarzach wyjaśniamy - nie mamy nic wspólnego z akcją poparcia dla Lecha Wałęsy organizowaną przez Gazeta Wyborcza i Onet Wiadomości, chociaż oczywiście się z nimi zgadzamy i popieramy.
Idź do Solidarni z Lechem Wałęsą.

Wyrazy poparcia dla Lecha Wałęsy sś liczne i spontaniczne,. niżej zaledwie kilka przykładów.

Ja, "gorszy sort Polaków", nazwana "komunistką i złodziejką", mimo gardłowego wrzasku pisowskiej "dobrej zmiany" oświadczam: ani Maria Kiszczak ani szafa gen. Kiszczaka nie będzie znaczyła mi drogi, nie będzie kreowała historii mojego kraju, nie będzie mi prać móżgu. Cześć Wielkim Polakom i autorytetom, cześć bohaterom takim, jak m.in. Prezydent Lech Wałęsa.

Anna Domińska, córka Lecha Wałęsy, i jej mąż Adam Domiński, powołują komitet obywatelski przy Lechu Wałęsie. Przekonują, że nie był agentem SB, chcą bronić jego imienia i zapowiadają budowę siły politycznej, która będzie przeciwnikiem dla "obłędu Kaczyńskiego".

Cały tekst: http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/1,35636,19647851,ostra-reakcja-corki-walesy-chce-zatrzymac-obled-kaczynskiego.html#ixzz40dDi4Xr2


Roch Protazy





Emotikon smile

14 komentarzy:

Arthur Weasley pisze...

Co do dzielenia Polaków, to polecam artykuł niejakiego Michnika w Gazecie Wyborczej pt. "Dlaczego nie oddam głosu na Lecha Wałęsę", GW 27.X.1990. Suchej nitki na Wałęsie Michnik nie zostawiał, a ton taki, jakim dziś pisze o Kaczyńskim.
Ale teraz jadą na jednym wózku, to Wałęsa już jest cacy.

Dominika Romanowska pisze...

Nikt nie jest postacią tylko białą lub czarną. Każdy z nas ma swoje szarości. Lech Wałęsa zasługuje na szacunek, gdyż wyrwał nasz naród spod komunistycznego buta, który hamował polską gospodarkę i jej rozwój, uciskał społeczeństwo. Ramię w ramię z rzeszą ludzi, zmienił oblicze Polski.

Jakub Jarosławski pisze...

Adam Michnik był przeciwko Lechowi Wałęsie jako prezydentowi. Ja na przykład też nie uważam tej prezydentury za udaną. Wałęsa miał wtedy złych doradców, wcześniej (w czasie walki z komuną) miał lepszych. Lech Wałęsa ma denerwujący nieco sposób bycia. To egocentryk jakich mało. Strasznie chaotyczny, plącze się w wypowiedziach. Ale to przecież robotnik ze stoczni, nie intelektualista.

To żywy człowiek, jak każdy z nas. Działając pod presją niekiedy się mylił. I pewnie czasem stchórzył. A czy Ty byś nie stchórzył, gdybyś walczył z dyktaturą, kiedy masz całą grupę małych dzieci na utrzymaniu? Dziś wielu potrafi zgrywać bohaterów, a wtedy byli konformistami i oportunistami. Bohaterowie mocni w gębie i palcach stukających o klawiaturę...

Lech Wałęsa był tam, stał naprzeciwko reżimu. I był w stanie pokonać słabości, uczestniczyć w walce i wygrać. To dzięki niemu między innymi udawany bohaterze możesz teraz obrzucić go błotem. Dostałeś dzięki niemu wolność słowa i wolność w ogóle. Zastanów się więc i doceń tę możliwość wypowiadania się jakkolowiek. Dzięki Lechowi Wałęsie ją masz, a stracić ją możesz dzięki komuś innemu.

Stanisław Czachorowski pisze...

Żyje świadek, warto przeczytać http://wyborcza.pl/1,75248,6003815,Esbek__Nie_zwerbowalem_Lecha_Walesy.html

Arthur Weasley pisze...
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
Arthur Weasley pisze...

Cenzura czuwa. Usunę zatem wulgaryzmy, zostawię meritum i zobaczymy, czy cenzura tylko obyczajowa.

Nie wiem, co bym zrobił? Może wiem, może nie wiem, skąd wiesz? Powiedzmy, że nie wiem. I co byś zrobił Ty, nie wiem. Może byśmy donosili. Może byśmy się sprostytuowali tak dalece, że byśmy za owe donosy brali pieniądze. I cóż stąd? Możliwe też, że w sytuacji podbramkowej – a może tylko przy dostatecznie korzystnej okazji – kradli, ale to nam nie odbiera prawa do nazwania kradzieży kradzieżą.
Wałęsa się sprostytuował, to nie ulega wątpliwości (opowieść o zapłakanym esbeku, któremu Wałęsa z litości pomagał okradać esbecję, pozwolę sobie włożyć tam gdzie ich miejsce).
Potem działał. Różnie.
Niektóre jego ruchy – ratowanie listy krajowej i kandydatury Jaruzela na przykład – moim zdaniem graniczyły ze zdradą, ale jestem otwarty na dyskusję.
Natomiast potem, już jako były nawet, mało że się nie przyznał, jeszcze niszczył ludzi, którzy mu o jego niegdysiejszym nierządzie przypominali. Odmawiał zasług, ciągał po sądach. Tego się nijak nie da usprawiedliwić.
I oczywiście wszystko on sam. On poprowadził strajk do zwycięstwa. On? On już ludzi do domu rozpuszczał, dostali po tauzenie podwyżki i dosyć, to Walentynowicz z Pienkowską, późniejszą żoną Borusewicza, ich zawrócili, to można u Kuronia przeczytać nawet!
Wszystko on, nic te dwie, nic Gwiazda, Kaczyńskiego w ogóle nie pamięta, wszystko wielki Lechu.
Który bez nich byłby niczym, a przede wszystkim byłby niczym bez masy szeregowców historii.

Bądźcie sobie solidarni z Bolkiem. Ja jestem solidarny z prawdą.

Stanisław Czachorowski pisze...

Cenzura to jest Pisowskiej TV, gdzie usuwa się ekspertyzy grafologa, bo nie są zgodne z pisowska propagandą. To dobrze, że jesteś solidarny z prawdą. My też. Na początek warto nauczyć się rozpoznawać propagandę od prawdy. Oraz własne interpretacje od faktów. Masz co robić.

Arthur Weasley pisze...

O interpretacji to i owo wiem. Mam swoje lata. Gdy miałem o połowę mniej, wybuchła lista Macierewicza i wtedy płakałem nad biednym skrzywdzonym Bonim, a samo pomyślenie, że z tym Bolkiem to może być prawda, było dla mnie zbrodnią.
Młody człowiek był.
Teraz, o dziwo, moja interpretacja jest zbieżna z tym, co mówi Tusk, Rulewski, Bujak – że „przecież wszyscy wiedzieli”. Bujak nawet twierdzi, że wiedział już przed Sierpniem. Gdzie byli ci wiedzący, kiedy Wałęsa gnoił Wyszkowskiego, a z Walentynowicz robił wariatkę?
Można różnie interpretować opowieść, że Wałęsa z litości pomógł esbekowi w przestępstwie zagarnięcia mienia społecznego (w ówczesnym stanie prawnym od 5 lat w górę). Faktem jest, że on tym sposobem potwierdza, że kwitował esbecji odbiór srebrników.
Można różnie interpretować historyjkę, że SB na rewizji ukradła mu pamiętnik i teksty, w których on podaje nazwiska, godziny, „nadmieniam że” – to jest ten pamiętnik. Ale na poziomie faktów wiemy tyle: Wałęsa wie, że w SB są lub były jego rękopisy, w których opisuje, co kto powiedział.
Czekam, kiedy – jak kiedyś Wyszkowskiego – poda do sądu tych, których wymieniłem. Przecież nie współpracował, a oni twierdzą, że współpracował i w dodatku wszyscy o tym od lat wiedzieli.

P.S.
Kto wie, kto był człowiekiem roku Time w 1939 r.?

Stanisław Czachorowski pisze...

O sfałszowanych dokumentach wiadomo od dawan, np. Dwa dokumenty z teczki TW "Bolka" są fałszywkami? Grafolog stwierdził to w 1990 r. http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,19670395,dwa-dokumenty-z-teczki-tw-bolka-sa-falszywkami-grafolog-stwierdzil.html#MTstream
Tak jak i teraz Grafolog podważa w TVP Info autentyczność podpisu Lecha Wałęsy. Strona znika, potem wraca http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/513919,grafolog-lech-walesa-podpis-autentycznosc-bolek-tvp-info-strona-blad.html
A te igrzyska z kłamstwami propogandowymi, sączącymi się z "narodowych" mediów, to po co są? By odwrócić uwagę od niespełnianych obietnic rządowych? Czy może żeby przykryć nepotyzm i nieudolność? Warto zadać pytanie o mityczny układ, wychodzi na to że to jakiś układ PiS-SB.

Arthur Weasley pisze...
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
Arthur Weasley pisze...
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
Arthur Weasley pisze...

Sęk w tym, że - jakem to pisał w ostatniej notce litościwie oszczędzonej przez cenzurę – autentyczność niektórych dokumentów ma potwierdzenie lepsze niż wszystkie ekspertyzy, bo od samego autora. Jak tłumaczył, skąd się wzięły w SB jego pokwitowania srebrników i pisane jego ręką opisy, kto co powiedział i kto co z kim knuje, to inna historia.
O regularnych wygranych w totka nie trzeba czytać u Cenckiewicza, bo pisze o nich Wałęsowa.
Że w pewnych kręgach było od dawna wiadomo, mówią ludzie z Platformy. Mężydło, Bujak (ten wg własnych słów wiedział już w 1980 r.), Rulewski, Tusk (ten twierdzi nawet, że się Wałęsa już dawno przyznał), ostatnio (we wczorajszej Rzepie) dołączyła Bufetowa, dla której te teczki to „odgrzewany kotlet”, bo każdy, kto „wtedy” (mówiła o wczesnych latach 90-tych) współpracował z LW, wiedział, że ten po 1970 r. „uwikłał się” (to taki eufemizm na określenie kapowania), ale po paru latach współpracę zerwał.
Sprawa jest, że posłużę się określeniem prezydenta słusznie byłego, arcyboleśnie prosta. Dla mnie, który stan wojenny przeżyłem w liceum, naprawdę bolesna. Własnoręczne grzebanie mitów młodości jest czynnością przeraźliwie niehigieniczną.

Stanisław Czachorowski pisze...

Ile warte są Twoje wynurzenia, jeśli pisane są z perspektywy anonima internetowego ? Nie zachęcają do przeczytania i zastanowienia. Dużo tego w sieci...

Arthur Weasley pisze...

Tyle, ile byłyby warte podpisane nazwiskiem, które ci nic nie powie.
Ja przecież nie ujawniłem żadnych rewelacji, powoływałem się na wypowiedzi publiczne. I to głównie z kręgów antypisu.