poniedziałek, 7 grudnia 2015

Bo czasem trzeba rzucić wszystko inne i zająć się czymś na prawdę ważnym

Dlaczego włączyłem się w działania KOD, choć mi to nie na rękę w sensie zawodowym? Bo czasem jest tak, że są sprawy ważne i ważniejsze. Te akurat są najważniejsze. Powinienem czas przeznaczyć na karierę zawodową, pisanie publikacji itd. Pokazywanie swojego zaangażowania społecznego utrudnia życie naukowe i akademickie - bo jednym się spodoba a innym nie (ale takie dylematy mają prawie wszyscy). W moim zawodzie należałoby być neutralnym i niezaangażowanym. Od wielu lat nie należę do żadnej partii, nie angażowałem się w wyborach itd. Ale teraz sytuacja się zmieniła zasadniczo.

Jestem wierzącym, praktykującym katolikiem. Moja wiara uczy mnie szacunku dla drugiego człowieka. Bo jest wartością. A skoro tak, to trzeba przekonywać a nie pokonywać. Człowiek nie jest rzeczą. Demokracja jest wartością, wymaga dialogu, przekonywania, dyskutowania, tolerowania różnorodności. Uczy różnić się pięknie. Autorytaryzm traktuje człowieka jak rzecz do podporządkowania i wykorzystania.

Po raz pierwszy od 25 lat demokracja i wolność słowa w Polsce są zagrożone. Nie można stać obojętnie, mimo że to ryzykowne. Ale jeśli teraz będziemy milczeć to jutro czeka nas rozlew krwi...

W roku 1980 byłem nastolatkiem w liceum. Nie rozumiałem tego, co się dzieje. Stan wojenny spędziłem na studiach. Nie byłem antyrządowy, nie występowałem przeciw komunistycznej władzy. A mimo to byłem szykanowany (mam swoją teczkę w IPN). Powód? Samodzielne myślenie. Szybko otworzyły mi się oczy na rzeczywistość. W roku 1989 byłem już zaangażowany. Chciałem wolności i cieszyłem się mądrością kompromisu okrągłego stołu i uzyskiwaną wolnością. Zająłem się pracą. Było biednie, ale byliśmy szczęśliwi. Byłem dumny z rozwijającej się ojczyzny. Pracy było i jest dużo, bo dużo zostało do zrobienia, w każdym wymiarze,

Kiedy urząd prezydenta zdobył w wolnych wyborach Andrzej Duda, widziałem cieszących się znajomych. Pokładali w nim ogromną nadzieję. To nie był mój kandydat. Ale szanuję wolne wybory. Pomyślałem, że niech się i oni cieszą - przecież jesteśmy jednym narodem. Po wyborach parlamentarnych i zwycięstwie PiS-u nie byłem zadowolony. Obawiałem się, że nie będzie dobrze - ich pomysły na edukację i gospodarkę nie były najmądrzejsze. Ale pomyślałem sobie, że może teraz, kiedy mają wszystko, to się nasycą i zmniejszy się pęknięcie w narodzie. Najwyżej straty się w kolejnych latach nadrobi (szkoda pieniędzy i wysiłku, ale co tam - tak chciała większość w wyborach).

Ostatnie tygodnie przeraziły mnie. Szkodliwe pomysły likwidacji gimnazjów (przysłuchiwałem się dyskusji i argumentom - nie było żadnych sensownych, taka buta i "bo kto nam zabroni"), Kosmiczne plany podziału województw, rujnujące dla gospodarki obietnice, plany dewastacji środowiska przyrodniczego, mianowanie na urzędy ludzi z wyrokami i nieciekawą przeszłością. Kroplę przelały antydemokratyczne poczynania względem Trybunału Konstytucyjnego, zarówno rządzącego PiS jak i urzędującego prezydenta RP. To był ostatni dzwonek, bo wyraźnie widać było kipiącą i agresywną chęć zemsty na wyimaginowanym wrogu i burzenie demokratycznej konstytucji.

Nie ma co czekać, nie ma co deliberować: wolność jest poważnie zagrożona! Pamiętam znajomych z Białorusi i czasy początków ich wolności. I to jak Łukaszenka zabrał im wolność a narzucił dyktatorską władzę. Dlaczego pozwolili? Chleb jest sało jest, budziem żyć (sało to po rosyjsku słonina). Ukraińcy swoją utraconą wolność i demokrację musieli odzyskiwać na Majdanie. Polała się krew. Nie chcę takiego scenariusza w Polsce. Nie ma co czekać na rewolucję. Czy my, jako Polacy, sprzedamy swoją wolność za iluzoryczne 500 złotych?

Dlatego dołączyłem do Komitetu Obrony Demokracji. Jestem pośród różnych ludzi: ateistów, wierzących, lewicującyh, umiarkowanych i prawicujących, wykształconych i prostych, z miasta i ze wsi, młodych i starszych. Jesteśmy różnorodni. Łączy nas jedno - przekonanie, że demokracja to nie napis na dropsach, to wartość i że trzeba o nią zabiegać. Bo wolność i demokracja to obowiązek.

Wiem, że poniosę koszty osobiste. Ale "warto być przyzwoitym, mimo że nie zawsze się to opłaca."

A gdy ocalimy naszą demokrację przed zakusami dyktatorskimi, to znowu wrócimy do swoich zajęć zawodowych. Będziemy się różnić w poglądach i światopoglądzie - różnić się pięknie. Będziemy się przekonywać a nie pokonywać czy zwalczać.

Stanisław Czachorowski

6 komentarzy:

Unknown pisze...

Szanowny Panie , pięknie Pan pisze , tak od serca , lecz w moim odczuciu są to tzw.pobożne życzenia.My Polacy ,widocznie bez bata z ołowianą kilką na końcu nie potrafimy żyć . Ciemiężca jest nam potrzebny jak tlen.Wówczas cierpimy, zbieramy się, radzimy , grupujemy , buntujemy, wygrywamy a jak już mamy trochę swobody , to zaczyna brać górę buta , brak skromności , zawiść , zazdrość itd.Ja już się nie zdeklaruję na żadne "nowości" , bo nie wierzę w moich rodaków. Panu życzę wiary we własne czyny , bo jak Pan pisze ...warto być przyzwoitym.Ja myślę ,że przyzwoitym się jest, bez "liczenia kosztów ". Pozdrawiam

Stanisław Czachorowski pisze...

My Polacy potrafimy żyć bez bata, co wielokrotnie pokazaliśmy w historii jak i współcześnie. Prawda, przyzwoitym się jest bez oglądania się na ewentualne koszty. To własnie chciałem w tekście zawrzeć. Ja wierzę w siebie i w moich rodaków, w Pana (Panią) też. Inaczej bym poszedł na emigrację wewnętrzną. POzdrawiam.

Rafał Laskowski pisze...

Brawo. Chociaż wiesz że koszty mogą dla Ciebie być duże to się nie podajesz. Chociaż wiesz że to się nie opłaca ale warto!!

Stanisław Czachorowski pisze...

Koszty już są.... towarzyskie. Kiedyś też tak bywało. No cóż, takie życie.

Tadek59 pisze...

Pięknie i z serca :-)

Marek Czachorowski pisze...
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.