wtorek, 27 grudnia 2016

To w końcu jak: ciamajdan czy pucz?

Kaczyński zaczyna się bać. Władza wymyka mu się z rąk, bo obywatele nie chcą tańczyć na jego melodię. Przeraziła go też więcej niż marna mobilizacja jego zwolenników na ostatniej propisowskiej demonstracji, których było wielokrotnie mniej aniżeli ludzi na marszu KOD-u i opozycji. PiS najpierw bagatelizował nieustające od szesnastego grudnia protesty pod sejmem nazywając je kpiąco "ciamajdanem", ale w najnowszym wywiadzie ów naczelnik-niedojda nazwał nasz sprzeciw puczem, a protestujących posłów - puczystami. No cóż - jaki prezes, taki (wyimaginowany) pucz.

Tymczasem humory naszych kochanych "puczystów" dopisują, a przed sejm ze świąteczną wizytą zawitał moto-KOD. Ci co mogą niech codziennie choć na pół godziny przyjdą pod sejm, by pokazać, że społeczeństwo nie zapomina o protestujących. Jareczku - ten się śmieje, kto się śmieje ostatni.  ‎

Sławomir Krawczyk 
Sympatycy Komitetu Obrony Demokracji


1 komentarz:

Tommy Eastwood pisze...

Pieknie napisane. Plomien demokracji wciaz plonie na wigilijnym stole. Dla mniej spostrzegawczych - to znicz.