piątek, 23 grudnia 2016

Na sobotę zwołuję posiedzenie Sejmu na Olsztyńskiej Starówce

Cóż, chyba nie do końca mi się uda, bo nie jestem marszałkiem Sejmu. A szkoda, osobiście uważam ze mogłabym pełnić tę funkcję lepiej niż obecny marszałek, aczkolwiek trzeba przyznać że głównie dlatego że trudno sobie wyobrazić, jak można by ją pełnić gorzej. Choć tak patrząc po ostatnich wydarzeniach to wcale się nie zdziwię jeśli okaże się, że marszałek Kuchciński mi udowodni że i owszem można. I to dużo gorzej.

Swoją droga pomysł powiadamiania posłów o posiedzeniu Sejmu  poprzez bloga wpisywałby się pięknie w listę absurdalnych i nie mających nic wspólnego z poszanowaniem prawa i powagi parlamentu decyzji marszałka. W końcu skoro można i ogłosić o godzinie 15.42 15- minutową przerwę w obradach Sejmu, zamknąć się z posłami PiSu w Sali kolumnowej, nie wpuszczać do niej opozycji przez kilka godzin, potem wznowić w tejże Sali kolumnowej posiedzenie Sejmu o godzinie 21.40, wysyłając wcześniej na ten temat informacje smsami (swoja drogą ciekawe na ile przed zaczęciem obrad i czy na pewno przed ich zaczęciem) to czemu by nie powiadamiać posłów o nowych obradach za pośrednictwem bloga? Co prawda nie podejrzewam marszałka Kuchcińskiego aby z blogiem KODu chciał mieć cokolwiek wspólnego (z jednej strony to dobrze, może nie zaczerpnie i potraktuje poważnie tego pomysłu) ale jestem pewna że gdyby marszałek poszukał, znalazłby dla siebie jakiś odpowiedni blog tworzony przez taką czy inne ugrupowanie skrajnie prawicowe.  Ale wracając do tematu naprawdę się zastanawiam, jak to było z tym powiadamianiem posłów smsami o wznowieniu obrad: na ile przed wznowieniem marszałek wysłał smsy, czy zawarł w nich może informację którym wejściem posłowie opozycji mogą wchodzić do Sali kolumnowej- wiemy przecież ż nie wszystkimi, to było już za wiele żeby tacy nieoddający należnej czci prezesowi posłowie mogli się swobodnie poruszać po Sejmie, tak więc część wejść była przez straż marszałkowska zablokowana, ile wiadomości rzeczywiście dotarło do adresatów przez rozpoczęciem obrad. I tak w ogóle zastanawiam się czy tylko mi wydaje się to całkowicie niepoważne, żeby w ten sposób informować posłów o tak ważnej kwestii jak wznowienie obrad? W końcu czy każdy poseł ma obowiązek mieć przy sobie telefon komórkowy w trakcie przerwy w obradach i nieustannie go sprawdzać, czy przypadkiem nie przegapił smsa od marszałka?  A co jeśli taki telefon się posłowi rozładował lub zwyczajnie popsuł? 

No ale może ja się po prostu czepiam i tak naprawdę nie ma niż złego w powiadamianiu posłów o wznowieniu obrad smsami. Załóżmy że nie ma, że taka forma komunikacji jest jak najbardziej na miejscu. Za to wskazałabym kilka innych, zaistniałych podczas ostatniego posiedzenia Sejmu sytuacji, które jak najbardziej na miejscu nie są. I tak próbując jakoś dociec, co dokładnie wydarzyło się na Sali kolumnowej po wznowieniu obrad- co ze względu na brak udziału dziennikarzy w posiedzeniu Sejmu jest nieco utrudnione- postanowiłam przeczytać sobie sprawozdanie stenograficzne z 33 posiedzenia Sejmu obecnej kadencji, a przynajmniej tę jego część po przeniesieniu całych obrad do Sali kolumnowej. Wszystkim zainteresowanym tym co się działo za zamkniętymi drzwiami Sali także polecam zapoznanie się z tym dokumentem, można się z niego sporo dowiedzieć. Choć, niestety, nawet w ten sposób nie udało mi się uzyskać odpowiedzi na wszystkie nurtujące mnie pytania, to jednak parę kwestii można na tej podstawie ustalić. Np. taką że marszałek Kuchciński do Regulaminu Sejmu ma podejście takie jak prezes, premier i prezydent do Konstytucji, czyli nie szanuje go w ogóle, za to z przyjemnością powołuje się na jego przepisy w celu sankcjonowania dokonywanych przez siebie naruszeń prawa. 

Tak się składa że z Regulaminem Sejmu (dokładnie Uchwałę Sejmu RP z dnia 30 lipca 1992 r. Regulamin Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej) musiałam kiedyś jeszcze, w ramach studiów, dość dokładnie się zapoznać. I był tam- z reszta nadal jest- przepis dotyczący wypowiadania się posłów poza kolejnością w przedmiocie wniosków formalnych. Dokładnie mówimy o 184 ust 1 Regulaminu Sejmu który brzmi: „Marszałek Sejmu udziela głosu poza porządkiem dziennym posiedzenia lub w związku z dyskusją jedynie dla zgłoszenia wniosku formalnego lub sprostowania błędnie zrozumianego lub nieściśle przytoczonego stwierdzenia mówcy, z zastrzeżeniem ust. 7.” Z przytoczonego zapisu jednoznacznie wynika, jak powinien postąpić marszałek w przypadku zgłoszenia wniosku formalnego i bynajmniej nie powinno to być ostentacyjne ignorowanie posła. Jednakże gdyby ktoś, pomny mojej sugestii zapoznał się z sprawozdaniem stenograficznym z 33 posiedzenia Sejmu bardzo szybko odkryłby, że taką właśnie drogę obrał marszałek Kuchciński. Już na pierwszych dwóch stronach stenogramu obejmującego zapis posiedzenia Sejmu w Sali kolumnowej (str. 64- 65 Sprawozdania) marszałek zignorował czterokrotną prośbę posła Sławomira Nitrasa o zabranie głosu w sprawie wniosku formalnego oraz prośbę poseł Joanny Muchy w tej samej kwestii.  Następnie podobnego potraktowania miał okazje doświadczyć poseł Zbigniew Sosnowski. Poza próbą zgłoszenie wniosków formalnych marszałek Kuchciński ignorował tez wnioski o policzenie posłów i sprawdzenie czy na pewno jest kworum oraz zarzuty o niewpuszczanie posłów opozycji na salę, gdzie odbywa się posiedzenie Sejmu. Trzeba przyznać ze z ignorowaniem posłów opozycji marszałek Kuchciński radzi sobie całkiem dobrze, aczkolwiek nie jestem pewna czy jest to cecha pożądana u marszałka Sejmu. A raczej jestem pewna że jest to cecha jak najbardziej niepożądana u jakiegokolwiek marszałka, który nie wywodzi się z PiSu i nie uznaje za najwyższe prawo woli prezesa.

Ja już wyżej wspomniała o ile lektura Sprawozdania z 33 posiedzenia Sejmu była bardzo ciekawa to jednak nie udzielała odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące tego co się na Sali kolumnowej działo. Przede wszystkim dość istotnego pytania o to ilu posłów było obecnych i ilu brało udział w głosowaniu nad ustawami, które rzekomo zostały wtedy przez Sejm uchwalone. Jest to jedno z tych pytań na które obawiam się nigdy nie uzyskamy odpowiedzi. Prośbę o policzenie posłów zgłoszoną przez Sławomira Nitrsa marszałek zignorował, a samodzielnie na pomysł aby ustalić kto bierze udział w posiedzeniu Sejmu też jakoś nie wpadł. A szkoda, bo byłaby wtedy możliwość ustalenia czy naprawdę dana osoba była obecna w Sali kolumnowej i ilu posłów w rzeczywistości brało udział w głosowaniu nad projektami ustaw, nad którymi obradował wtedy Sejm.  A tak dysponujemy jedynie informacją ze sekretarze liczący głosy  doliczyli się 236 posłów biorących udział w głosowaniu.  Nie wiadomo kto głosował, nie wiadomo jaki głos oddał, właściwie nic nie wiadomo poza tym że Sejm uchwalił podobno budżet i przy okazji tzw. ustawę dezubekizacyjną (a także ustawę o zmianie kpc  i ustawę o zmianie ustawy o ochronie przyrody oraz ustawy o lasach). Oczywiście głosy z Sali dotyczące nieprawidłowego liczenia głosów marszałek także zignorował (wspominałam już że jest w tym dobry?) 

Ale na tym nie koniec bo okazało się, że część tych sekretarzy wybranych przez marszałka do liczenia głosów na sali kolumnowej nie było i głosów najzwyczajniej w świecie nie liczyło. Posłowie Elżbieta Borowksa z Kukiz'15 i Krystian Jarubas z PSL którzy, jak wierzyć zapisom Sprawozdania z 33 posiedzenia Sejmu, mieli liczyć głosy odpowiednio w sektorach 2 i 10 wyraźnie temu zaprzeczyli, przy czym poseł Jarubas stwierdził ze nie było go nawet wtedy na sali kolumnowej. A mimo to ze wszystkich sektorów- także tych podległych nieobecnym sekretarzom- głosy zostały bez problemów policzone. Warto podkreślić że w Sprawozdaniu brak wzmianki jakoby wybrani sekretarze byli nieobecni w związku z tym zachodzi potrzeba wybrania innych osób na to stanowisko, ewentualnie że jeden sekretarz powinien liczyć głosy z dwóch lub większej liczby sektorów. W Sprawozdaniu jest za to wzmianka jakoby wybrani sekretarze mieli podejść do stołu prezydialnego w celu pobrania protokołów głosowania i prośba marszałka Kuchcińskiego o zajęcie miejsca w podległych im sektorach. I tak się zastanawiam jak to się stało że wszystkie protokoły zostały pobrane, kto je pobrał, kto liczył głosy. 

Wypadałoby na koniec zawrzeć jakąś konkluzję, ale jedyne co mi przychodzi do głowy to smutna myśl, że marszałkowi Kuchcińskiemu pod dyktando prezesa udało się zamienić Sejm RP w cyrk i to taki, w którym występy są tak żenujące że nie warto ich oglądać. I może to jest właśnie przyczyną próby ograniczenia obecności dziennikarzy w Sejmie, w końcu jak się daje takie przedstawienie to im mnie osób je widzi tym lepiej. Jeszcze by się suweren, tak uwielbiany przez prezesa, przeraził poziomem spektaklu i później musiałby mu prezes w otoczeniu marszałków obu izb Parlamentu i premiera długo tłumaczyć, że wszystko dla jego dobra i jak bardzo powinien być prezesowi wdzięczny. A tak suweren mniej wie, śpi spokojniej i czeka na lepsze czasy.

Gorzej dla prezesa że powoli zaczyna się budzić…

Marta Kamińska

2 komentarze:

Tommy Eastwood pisze...

Bardzo piekny i prawdziwy wpis. Az ciarki przechodza na sama mysl, se parlament bedzie obradowal w sali kolumnowej. Ten sejm to farsa. Jak to pis moze sobie przeglosowac w nim wszystko co chce? Jaka to demokracja???

Stanisław Czachorowski pisze...

@ Tommy Eastwood. Normalni ludzie w Wigilię spędzają czas z rodziną, w kościele, na pasterce. Tylko pisowscy politrucy pracują (za mamonę lub w czynie społecznym). Nieszczęśliwi i niespełnieni ludzie rozsiewają te swoje złośliwe dopiski. Jak mali chłopcy w toalecie. Warto jednak sprostować.,PiS ma większość w sejmie, może każdą ustawę przegłosować w sposób poprawny, legalny. Dziwi więc ta niespotykana głupota i buta, by łamać regulamin sejmu fałszować listy obecności i łamać prawo. PO co? Z nawykowe arogancji i buty? Zło nawykowe. Anonimie Eastwood jest tak niedouczony, że nie wiesz na czym polega demokracja? Nie potrafisz odróżnić poprawnego głosowania od fałszowanego? Czy tylko kazali tak pisać?

Najwyraźniej pisowskie zło musi nam się objawić w całej rozciągłości. Mając większość w sejmie i tak amią prawo. Bo buta i arogancja jest w pisowskim stylu życia. Dyktatura butnych ciemniaków.