wtorek, 1 marca 2016

Krzysztof Łoziński: Zrównanie chłopa z ziemią

Studio Opinii

Wramach „dobrej zmiany” rządzącym udało się wymyślić projekt ustawy naruszającej kilka elementarnych praw obywatelskich (własności, dziedziczenia, swobody: wyboru miejsca zamieszkania, wyboru zawodu, prowadzenia działalności gospodarczej, zrzeszania się w spółki i spółdzielnie, równości obywateli wobec prawa), kilka zasad Unii Europejskiej (prawa do wyboru kraju zamieszkania i prowadzenia działalności gospodarczej, zakazu dyskryminacji obywateli państw UE ze względu na kraj pochodzenia, prawa do działalności zagranicznych przedsiębiorstw na ternie całej strefy Schengen). Jednocześnie w tym bublu prawnym zapisano pośrednio, że jedna z branż polskiej gospodarki, rolnictwo, ma być ustawowo biedna i zacofana.
Jednym słowem stworzono projekt ustawy dotyczący polskiej wsi skrojony według mitów i lęków prawicowych nieuków, oparty na całkowicie fałszywej diagnozie rzekomych zagrożeń i mający się do rzeczywistości polskiej wsi jak piernik do wiatraka.
23 lutego rząd przyjął projekt ustawy dotyczącej obrotu ziemią na terenach wiejskich. Teoretycznie mowa jest o „ziemi rolnej”, ale pamiętajmy, iż instytucje państwa, w tym Agencja Nieruchomości Rolnych Skarbu Państwa oraz administracja gminna, traktują wszelkie nieruchomości na terenach wiejskich, tam gdzie nie ma planu zagospodarowania przestrzennego (czyli prawie wszędzie), jako grunty rolne. Nawet działki oznaczone geodezyjnie jako „budowlane”, są traktowane przez te instytucje jako „zabudowa na gruntach rolnych”. W praktyce przepisy te będą dotyczyły więc wszystkich nieruchomości prywatnych na terenach wiejskich.
Ponieważ jest to jeszcze projekt i kształt ostateczny, który wyjdzie z Sejmu, może być nieco inny, oraz ponieważ nigdzie nie jest obecnie dostępny tekst jednolity po zmianach zmienianych ustaw (jest to projekt ustawy „o zmianach niektórych ustaw”) odpuszczę na tym etapie precyzyjne omawianie poszczególnych artykułów projektu. Istotniejsze jest to, co nie jest literalnie napisane, a także to, co jest w nim przemilczane, a co w konsekwencji z tych zmian wynika.
Posłużę się omówieniem skutków tych zmian w ocenie Forum Obywatelskiego Rozwoju:
„W związku z końcem zakazu wykupu ziemi rolniczej przez obcokrajowców 1 maja tego roku, politycy chcą zamrozić obrót ziemią rolniczą w ogóle.” […] (według:) „nowelizacji ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego autorstwa PSL […] uchwalonej niemal jednogłośnie przez Sejm poprzedniej kadencji (PO, PiS, PSL, SLD, przeciw głosowało tylko 2 posłów nie zrzeszonych) i podpisanej przez prezydenta Andrzeja Dudę w grudniu:
  1. Nabywcy ziemi będą ją musieli osobiście uprawiać i od 5 lat posiadać meldunek w gminie lub gminie sąsiedniej;
  2. Nabywcy nie będą mogli posiadać gruntów o łącznej powierzchni powyżej 300 ha;
  3. 10-letni zakaz odsprzedaży ziemi zakupionej od skarbu państwa;
  4. Konieczność uzyskania zgody na sprzedaż, zamianę lub darowiznę nieruchomości rolnej od terenowego oddziału Agencji Nieruchomości Rolnych.
23 lutego rząd przyjął projekt ustawy dodatkowo zaostrzającej te ograniczenia:
  1. Nabywcami nieruchomości rolnych będą mogli być jedynie rolnicy indywidualni, a więc posiadający kwalifikacje rolnicze, gospodarstwo o powierzchni do 300 ha i zamieszkali  w danej gminie od co najmniej 5 lat;
  2. Skarb państwa zawiesi sprzedaż własności rolnej na okres 5 lat, a ziemia rolna Agencji Nieruchomości Rolnych będzie mogła być jedynie dzierżawiona przez rolników;
  3. Nabyta nieruchomość rolna nie będzie mogła być sprzedana przez 10 lat oraz konieczne będzie osobiste prowadzenie gospodarstwa rolnego.
Dodać należy jeszcze, że ustawa zakazuje całkowicie sprzedaży ziemi przez Agencję Nieruchomości Rolnych Skarbu Państwa prze 5 lat, ale z kształtu i uzasadnienia tego zapisu wyziera ledwo skrywany zamiar ustanowienia tej zasady na zawsze. Uzasadnienie, jakie czytamy na stronie Rządowego Centrum Legislacji jest następujące:
„Według nowych przepisów, państwowa ziemia rolna będzie pozostawać w dyspozycji Agencji Nieruchomości Rolnych, a podstawowym sposobem jej zagospodarowania będą korzystne dla rolników trwałe dzierżawy. Wzmocnienie ochrony ziemi rolniczej przed spekulacyjnym wykupem przez podmioty krajowe i zagraniczne (osoby fizyczne i prawne) […] to najważniejsze cele projektowanej ustawy.”
A więc wszystko jasne. Chodzi o to, by państwowej ziemi nie mógł kupić nikt, a bredzenie o „spekulacyjnym wykupie” to po prostu projekcja konserwatywnego pomysłu, że ziemia ma być zawsze państwowa, bo „nie rzucim ziemi skąd nasz ród”, nie będzie jej miał Niemiec, Żyd, spekulant i gender. Chłop ma w pocie czoła chodzić sam za pługiem, paść jedną krowę patykiem, chodzić do kościółka, a żadne mieszczuchy i inteligenty na wsi nam nie podskoczą. W mentalności tych panów i pań, co te projekty pisali, ciągle widnieje słomiana strzecha, chłop Ślimak, Drzymała z wozem, Janko Muzykant i Nasza Szkapa. Nie zauważyli, że dziś większość ludności wiejskiej mieszka w domach z blachodachówką, jeździ samochodami i to wcale nie najgorszych marek, a na polach pracują ciągniki, a nie szkapy. Nie zauważyli też, że dziś większość ludności wiejskiej, to nie rolnicy, lecz: emeryci i renciści, ludzie mieszkający na wsi a pracujący w mieście, oraz uprawiający na wsi zawody pozarolnicze (budowlanka, warsztaty, tartaki, sklepy itd.). Tym wszystkim ludziom będzie można zabrać nieruchomości (w praktyce cały majątek, nieraz dorobek pokoleń), bo nie są rolnikami (a swoją drogą to rolnikom też).
Na stronie Rządowego Centrum Legislacji czytamy:
Zasadniczo nabywcami nieruchomości rolnych będą mogli być tylko rolnicy indywidualni. Wyjątki od tej normy mają dotyczyć nabywania ziemi przez osoby bliskie sprzedającemu, jednostki samorządu terytorialnego oraz Skarb Państwa. W przypadku innych podmiotów sprzedaż ziemi musi zostać potwierdzona zgodą wydaną przez prezesa Agencji Nieruchomości Rolnych. Przyjęte zasady obrotu nieruchomościami nie będą dotyczyć nabywania ziemi w wyniku dziedziczenia, orzeczenia sądu lub organu egzekucyjnego.
Nabycie nieruchomości będzie trwale połączone z wymogiem osobistego prowadzenia gospodarstwa rolnego oraz zakazem zbywania i wydzierżawiania zakupionej ziemi przez 10 lat. Tylko w przypadkach losowych zgodę na sprzedaż ziemi przed upływem tego terminu będzie mógł wydać sąd.
Doprecyzowano definicję rolnika indywidualnego, uściślając, że warunek osobistej pracy w gospodarstwie będzie spełniony między innymi wtedy, gdy osoba podlega ubezpieczeniu społecznemu rolników w pełnym zakresie, chyba że prowadzone przez nią gospodarstwo nie przekracza 20 ha użytków rolnych.”
I dalej:
„[…] ma (być) rozszerzona (w stosunku do dotychczasowego zakresu) kontrola obrotu nieruchomościami rolnymi prowadzona przez Agencję Nieruchomości Rolnych. W ramach pierwokupu oraz tzw. prawa nabycia ANR będzie mogła kontrolować nabycie każdej nieruchomości rolnej, a nie jak obecnie, tylko większej niż 5 ha. Uprawnienia te nie będą jej jednak przysługiwać, gdy nabywcą będzie osoba bliska zbywcy.”
Ostatnie zdanie można miedzy bajki włożyć, bo z innych zapisów wynika, że także „osobie bliskiej zbywcy” (w wyniku spadku, darowizny, itd.) będzie zabrać nieruchomość przy kolejnym dowolnym przekształceniu własnościowym. W praktyce: syn wieśniaka może odziedziczyć bez prawa pierwokupu przez ANR, ale jeśli będzie chciał później nieruchomość lub jej część sprzedać, podarować, ustanowić współwłasność, to prawo pierwokupu przez ANR będzie. Nie kijem go, to pałką.
Do tego projektu odniósł się krytycznie także Rzecznik Praw Obywatelskich.
„Największe zastrzeżenia RPO budzą przepisy zakładające, że:
  1. Nabywcą nieruchomości rolnej (z niewielkimi wyjątkami) mógłby być wyłącznie rolnik indywidualny. Osoba fizyczna, która chciałaby dopiero rozpocząć działalność rolniczą, musiałaby dostać zgodę Prezesa Agencji Nieruchomości Rolnych i spełnić szereg warunków określonych w projektowanej ustawie. To samo dotyczyłoby osób prawnych, które już prowadzą lub zamierzają podjąć działalność rolniczą.
  2. Zgoda Prezesa ANR na nabycie nieruchomości rolnych przez inne osoby niż rolnika indywidualnego (ale także – wąsko zdefiniowanej – osoby bliskiej zbywcy, jednostki samorządu terytorialnego i Skarbu Państwa) byłaby właściwie uznaniowa. Głównym powodem takiego stanu byłaby nieostrość proponowanych w ustawie kryteriów. Chodzi np. o wskazanie, że taka nieruchomość nie mogła zostać nabyta przez rolnika indywidualnego.
  3. W każdym przypadku, gdy tylko dochodzić będzie do zmiany właściciela nieruchomości na innych zasadach niż umowa sprzedaży, Agencja Nieruchomości Rolnych byłaby uprawniona do złożenia oświadczenia o nabyciu takiej nieruchomości za odpowiednią zapłatą. Można by to było traktować jako możliwość wywłaszczenia wszystkich nieruchomości na rzecz Skarbu Państwa bez wskazania ustawowych przesłanek uzasadniających takie działanie. Do takiej sytuacji dochodziłoby np. gdy zostanie zniesiona współwłasność nieruchomości, lub gdy zostanie ona nabyta na podstawie decyzji administracyjnej.
  4. Nabywca nieruchomości rolnej zobowiązany byłby prowadzić gospodarstwo rolne, w skład którego weszła zakupiona nieruchomość przez okres co najmniej 10 lat. Ponadto, osoba fizyczna musiałaby prowadzić takie gospodarstwo osobiście. W innym wypadku sąd stwierdziłby nabycie nieruchomości przez ANR. Rzecznik zauważa, że powstaje bardzo poważna wątpliwość, czy możliwość wywłaszczenia każdej nieruchomości rolnej na rzecz Skarbu Państwa przy wykorzystaniu m.in. instytucji tzw. wykupu tylko dlatego, że w drodze dziedziczenia została nabyta przez osobę, która nie jest rolnikiem indywidualnym, nie naruszałaby istoty prawa do dziedziczenia.
W stanowisku RPO podkreśla też, że zgodnie z Konstytucją RP wywłaszczenie może nastąpić tylko na cel publiczny. Projektodawcy nie wyjaśniają jednak, jaki cel publiczny ma być realizowany w związku z nabywaniem prywatnych nieruchomości rolnych przez Agencję Nieruchomości Rolnych.
Ponadto projektowane przepisy wprowadzałyby szereg odstępstw od swobodnego wyboru kontrahenta i niejako zmuszałyby do wieloletniego korzystania z nabytej nieruchomości w ściśle określony sposób pod rygorem możliwości swoistego jej wywłaszczenia.
Zdaniem RPO te wszystkie argumenty wskazują, że istnieje ryzyko zbyt głębokiej ingerencji ustawodawcy w prawa właścicieli i ewentualnych nabywców nieruchomości rolnych. Projektowane rozwiązania miałyby zastosowanie do ogromnej liczby nieruchomości i bezpośrednio dotyczyłyby praw i wolności setek tysięcy obywateli.”

Podsumujmy:

Istnieje tu zakamuflowany mechanizm pułapka, prowadzący do przejęcia po kilku, lub kilkunastu, latach niemal stu procent nieruchomości prywatnych na wsi przez państwo. Jeżeli sprzedać nieruchomość można tylko rolnikowi indywidualnemu (i to nie każdemu, musi być sąsiadem, musi chcieć, mieć uprawnienia i mieć pieniądze), lub ANR, to wielu przypadkach jedyną możliwością będzie tylko sprzedaż na rzecz ANR (czyli państwu) i po cenie ustalonej przez ANR. Z każdą transakcją sprzedania ziemi przez rolnika Agencji Nieruchomości Rolnych, będzie ubywać rolników mogących być potencjalnymi kupcami, a więc będzie wzrastać liczba takich sytuacji, w których jedynym możliwym nabywcą będzie ANR. Po pewnym czasie, szansa sprzedania nieruchomości innemu nabywcy niż ANR będzie się zbliżać do zera. Tym bardziej, że nikt nowy, kto rolnikiem nie był, nie może nim zostać, bo aby kupić ziemię musi być rolnikiem od 5 lat i to w tej samej gminie, a skoro nie miał ziemi, to nie mógł być rolnikiem od 5 lat.
Projekt rażąco narusza prawa obywatelskie i unijne.
  1. Dyskryminacja ze względu na miejsce zamieszkania. Mieszkaniec miasta może sprzedać, podarować, przekazać w spadku, swoją nieruchomość komu tylko chce, może ją użytkować jak tylko chce, może wykonywać zawód jaki chce itp. Mieszkaniec wsi ma tu ograniczone prawa.
  2. Naruszenie prawa własności. Prawo własności jest ograniczone przez brak swobody dysponowania własną nieruchomością nie tylko w przypadku jej zbywania, ale także poprzez obowiązkowy sposób jej użytkowania (uprawa roli i nic więcej).
  3. Naruszenia prawa do dziedziczenia. Ściśle określone ustawowo grono ew. spadkobierców (tylko „osoby bliskie”). Nie można zapisać nieruchomości np. fundacji Owsiaka, znajomemu…
  4. Naruszenie prawa do swobody wyboru miejsca zamieszkania. Jeśli mieszczuch nie może kupić działki na wsi, a wieśniak nie może przeprowadzić się do miasta lub innej gminy, bo mu zabiorą dom i ziemię, to prawo wyboru jest fikcją.
  5. Naruszenie prawa do swobody wyboru zawodu. Rolnik ma być rolnikiem i już. Jak będzie chciał zostać kowalem lub stolarzem to zabiorą mu majątek. Co gorsza, można mu zabrać majątek, jak przestanie być rolnikiem, bo pójdzie na rentę lub emeryturę. A co z osobami o dwóch zawodach, rolniczym i nie rolniczym? Co z chłopo-robotnikem, który ma emeryturę z ZUS, a nie z KRUS?
  6. Naruszenie prawa do prowadzenia działalności gospodarczej.Mieszkaniec wsi nie może na swojej działce prowadzić innego gospodarstwa niż rolne.
  7. Naruszenie prawa do tworzenia spółdzielni i spółek. Skoro właścicielem ziemi ma być tylko „rolnik indywidualny”, to rolnicy nie mogą zorganizować się w spółdzielnię, spółkę prawa handlowego, spółkę z o. o. itd. Nie mogą nawet uprawiać ziemi „nie indywidualnie”, nie mogą działać jak firma zatrudniająca pracowników.
  8. Dyskryminacja majątkowa. Rolnikowi praktycznie nie wolno się wzbogacić, bo ma limit własności ziemi (300 h) i ma pracować „osobiście”. Ma być biedny i już.
  9. Dyskryminacja technologiczna. Ustawa praktycznie uniemożliwia istnienie farm przemysłowych i przemysłowej uprawy (zautomatyzowane szklarnie itp.).
Powstaje dość osobliwa sytuacja na styku z innymi krajami UE. Polak może bez problemu kupować ziemię w innych krajach, a obywatele tych krajów w Polsce nie. Podobnie polskie firmy mogą swobodnie działać w całej Unii, w firmy z innych krajów Unii mogą w Polsce tylko w mieście. Polska po prostu traktuje Unię jako niewyczerpany bankomat, któremu przy okazji można pokazać środkowy palec.
Zupełnym kuriozum jest ustawowe zapisanie takich rozwiązań, z których jednoznacznie wynika, że polskie rolnictwo ma być biedne i zacofane. Gospodarstwa mają być małe, bo o „indywidualnej uprawie” większego areału nie ma mowy, a więc i biedne. Wszystko co nowoczesne praktycznie jest zakazane.
W ekspertyzie FOR czytamy:
„Dane Eurostatu wskazują, że w latach 2000-2013 rolnictwo było wręcz sektorem o najszybciej rosnącej produktywności w Polsce (wg danych Eurostatu). W latach 2005-2013 średnia powierzchnia gospodarstwa rolnego wzrosła o 69%.
W 2013 roku gospodarstwa rolne o powierzchni ponad 100 ha zatrudniały 3% pracujących  w rolnictwie, wytwarzając jednocześnie 16% wartości produkcji rolnej. Dalsza konsolidacja gospodarstw rolnych jest niestety hamowana przez państwowe subsydia. Rocznie rolnictwo otrzymuje ok. 40 mld zł w dotacjach do emerytury z KRUS, środkach UE i preferencjach podatkowych (zob. raport FOR „Następne 25 lat”). To kwota równa prawie całej wartości dodanej rolnictwa, która wg Eurostatu wyniosła w 2014 roku 45 mld zł. Teraz politycy chcą całkowicie uniemożliwić dalszą konsolidację, bo taki będzie efekt de facto zamrożenia obrotu ziemią rolniczą.”
Rząd i jego propaganda brutalnie okłamują mieszkańców wsi twierdząc, że ta ustawa ma służyć „ochronie ziemi rolnej”.
Zatrzymanie niekorzystnego trendu w strukturze agrarnej oraz poprawa sytuacji ekonomicznej polskich rolników – to najważniejsze cele projektowanej ustawy. Realna ochrona polskiej ziemi przed niekontrolowanym wykupem była jednym z najważniejszych zobowiązań złożonych przez premier Beatę Szydło w exposé
– pisze w uzasadnieniu Rządowe Centrum Legislacji. To jest argumentacja w stylu: „spalę ci dom, aby nikt ci go nie okradł”. No fakt, jak się wszystkim ziemię zabierze, to nie będzie „niekontrolowanego wykupu”, bo nie będzie czego kupować.
A dalej czytamy:
„Jednym z powodów wprowadzenia nowych regulacji jest fakt, że 1 maja 2016 r. przestaje obowiązywać 12-letni okres ochronny na zakup ziemi rolnej przez cudzoziemców i istnieje prawdopodobieństwo, że zainteresowanie jej nabyciem przez osoby z krajów Unii Europejskiej znacząco wzrośnie.”
A więc straszenie Niemcem co „dybie na polską ziemię”. Dziwnym trafem w Czechach i na Litwie od dawna ograniczeń w nabywaniu ziemi przez cudzoziemców nie ma i jakoś nikt ich nie „wykupił”. A więc Polaku, jak rząd cię puści z torbami, to Niemiec cię nie wykupi. To się nazywa leczenie migreny amputacją.
I jeszcze ciekawostka: „W przypadku innych podmiotów (niż rolnik indywidualny) sprzedaż ziemi musi zostać potwierdzona zgodą wydaną przez prezesa Agencji Nieruchomości Rolnych.” Proponuję przy każdym prezesie od razu postawić agenta CBA, a za nim drugiego, by pilnował, czy ten pierwszy też nie bierze.

Brak komentarzy: