poniedziałek, 24 października 2016

Zdjęcia, które przygnębiają...

(Zdjęcie z serwisu Olsztyn24.com)
Takich zdjęć jest coraz więcej. I nie są one z Palestyny, Iraku, Syrii, Afganistanu, czy innego kraju ogarniętego wojną, gdzie przemoc odebrała dzieciom dzieciństwo. To są zdjęcia z 2016 roku. Z Europy. Z Polski. Dzieci w mundurach, z drewnianymi karabinami. Bawią się w wojnę. A w zasadzie to nie one, to ambitni na stanowiskach dorośli przebierają dzieci (chcą awansu, chcą się władzy przypodobać). Przygotowują "ducha" do wojny. Akademie ku czci i z okazji. Dziecięce twarze, postacie w za dużych mundurach. Pełen romantyzm i tragedia w tle. Prawie jak Pomnik Małego Powstańca. A sami się ubierzcie w mundury i weźcie karabiny do ręki. Czemu się dziećmi wyręczacie?

Te zdjęcia przygnębiają... A miały przecież budować ducha patriotyzmu. Przygnębiają przesadą i groteską. Jak radzieccy pionierzy, jak dzieci w stroju ludowym wręczające kwiaty pierwszemu sekretarzowi PZPR. Powrót PRL w całej rozciągłości... Z samokanonizacją wojny i karabinu...

Gdy byłem małym dzieckiem też biegaliśmy patriotycznie z zabawkami-karabinami. Ponad 20 lat po wojnie. Myśmy tej wojny na szczęście nie zaznali. Ale z telewizji ciągle się sączyła (filmy przygodowe, seriale itd.). Czy to dorośli odreagowywali, to co przeżyli? Tylko w małym stopniu. W większości to była propaganda. 20-30 lat po wojnie jako dzieci żyliśmy psychicznie w wojnie. Wtedy Układ Warszawski przygotowywał nas na kolejną wojnę... Filmy wojenne i przysposobienie wojskowe w szkole. Ciągle uczyliśmy się umierać z karabinem. Drewnianym. Ale Układ Warszawski i ZSRR tę wojnę na prawdę przygotowywał. I myśmy mieli być mięsem armatnim. Pozostałyby po Polsce tylko zgliszcza. Teraz to wiemy z ujawnionych dokumentów. Niegdyś tajnych. Mieliśmy w Polsce dobrze rozpoznane zasoby wody głębinowej... bo po nuklearnym ataku, wojska, które by tu przyszły ze wschodu, musiały mieć zapewniona czystą wodę. Na powierzchni nic by nie ocalało... Zostały by tylko ruiny. Jak obecnie w Aleppo.

Przypomina mi się Białoruś lat 90. XX wieku. Tam ciągle II wojna światowa, na ulicy, na uroczystościach, w telewizji, ludzie w mundurach każdego dnia.  Jakby czas się zatrzymał. Ale dla komunistycznej Białorusi (a potem łukaszenkowskiej) historia Białorusi zaczyna się od II wojny światowej. I na niej kończy. Jakby czas się zatrzymał. Życie wojną i przeżywanie tragedii... to uzasadnienie dla dyktatury, życie w poczuciu nieustannego zagrożenia. Wróg czuwa. Na pewno?

Moje dziecko już nie bawiło się w zasadzie w wojnę (chyba że w grach komputerowych). Nie miało zabawek-karabinów. Dorastało normalnie. Jak całe młode pokolenie w wolnej Polsce. 

Psychoza wojny znowu powraca... Do szkół... Znowu apele "patriotyczne" i przysposobienie wojskowe. Jakby nie było pozytywistycznego patriotyzmu. Jakby nie można było by tworzyć wielkości ojczyzny poprzez pracę, sukcesy, wynalazki, wiedzę i uznanie międzynarodowe. Istnieje tylko wojna i dzieci umierające pod gruzami z karabinami w ręku? I nie piszę o Syrii, Nigerii czy innych krajach ogarniętych wojną. Piszę o Polsce w roku 2016.

Byłem szczęśliwy wyrastając w pokoju. Chciałbym tego i dla innych pokoleń.

Stanisław Czachorowski

(Zdjęcie z serwisu Olsztyn24.com)

3 komentarze:

Wolne Jeziorany pisze...

Si vis pacem, para bellum - to chyba jest Pan w stanie ogarnąć.

Adam D. pisze...

qui gladio morietur gladio - a to ogarniasz?

Lazy Fringesurfer pisze...

@WolneJeziorany Ale para bellum dzieci? Chyba musimy mieć rakiety i atom, zeby stawić czoło jakiejś potędze co nam zagraża Zresztą ten małolat ma replikę MP44. To pewnie jakies nawiązanie do partyzantki. Acha no i skoro para bellum to Caracale jakoś nie w te stronę odleciały... Ech i tak to wygląda nasz polski zdrowy patriotyczny rozsądek.