czwartek, 18 maja 2017

Czy bać się konfliktów?

Słowo „konflikt” dla wielu osób zdaje się mieć bardzo pejoratywne znaczenie i wiele osób jest w stanie zrobić- no może nie wszystko, ale prawie- aby konfliktów unikać. Konflikt postrzegany jest jako przeszkoda w działaniu, przyczyna rozpadu grup czy sytuacja, która wymaga natychmiastowej reakcji i zniszczenia konfliktu w zarodku, żeby przypadkiem się nie rozprzestrzenił. Albo wręcz przeciwnie, kiedy konflikt się pojawia część osób zachowuje się jakby go nie było, wychodząc chyba z założenia że jeśli nie będą zwracać na niego uwagę to się obrazi i sobie pójdzie.


Konflikt jednak może- choć nie musi- być zjawiskiem w grupie pozytywnym, a nawet pożądanym. W końcu konflikt najprościej rzecz ujmując to brak zgody, sprzeczność interesów, poglądów. I chociaż na pierwszy rzut oka zgoda jest czymś dużo bardziej wartościowym, to i konflikt ma swoje miejsce w życiu społecznym, w życiu każdej- zarówno małej jak i większej- grupy osób.

Konflikt pojawia się zawsze tam, gdzie istnieją sprzeczne interesy lub poglądy dwóch lub większej liczby osób i gdzie część osób nie jest podporządkowania innym tak, iż ich pozycja nie pozwala im na wyrażanie swojego stanowiska i wejścia w spór z drugą stroną. Inaczej mówiąc konflikty będą się pojawiały zawsze tam gdzie w obrębie danej grupy społecznej będą szanowane wartości takie jak wolność słowa i demokracja.

Demokracja w swojej istocie jest najbardziej konfliktowym ustrojem w tym znaczeniu, że promuje występowanie sprzecznych grup interesu. Zachęca do wyrażania swojego zdania, do dyskusji, do szukania nowych, lepszych rozwiązań. Demokracja wyklucza istnienie w praktyce czegoś takiego jak zgoda narodowa- wyklucza istnienia sytuacji, gdy wszystkie osoby w państwie- chcą czy nie chcą- popierają jedno rozwiązanie, jednego wodza, jedną słuszna linię partii. Demokracja zachęca nas do wchodzenia z innymi w konflikt- z tym że w konflikt toczony według określonych w prawie zasad. W tym sensie emanacją konfliktu występującego w demokratycznym społeczeństwie są wolne wybory- moment w którym konkurują ze sobą różne grupy interesów zabiegając o poparcie obywateli. Tu także mamy swoistą sprzeczność miedzy partami politycznymi, swoisty konflikt rozgrywany według zasad wskazanych w ordynacji wyborczej. Patrząc z nieco innej strony demokracja dostrzega rolę konfliktu w życiu społecznym i zamiast z nim walczyć próbuje wykorzystać go do poszukiwania- choćby za pomocą wyborów - najlepszego rozwiązania.

Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego ze mam wrażenie, że nauczono nas (tak, mnie także) konflikt postrzegać jako coś złego, coś czego trzeba unikać, nie zaś jako szansę W końcu konflikt jeżeli jest merytoryczny i jeśli jest prowadzony z zachowaniem pewnych reguł, w szczególności wzajemnego poszanowania się stron tego konfliktu, jest doskonałą okazją do wypracowania nowych, lepszych rozwiązań. Bez konfliktu w grupie, bez czyjeś niezgody na dotychczasowe rozwiązania nie byłoby postępu. Konflikt nie jest przede wszystkim czymś złym, jest narzędziem w demokratycznej społeczności do jej doskonalenia i rozwoju.

Próba wyeliminowania konfliktu z życia społecznego jest w istocie próba powiedzenia ze wszyscy muszą się ze mną zgadzać. Że jeśli się nie zgadzają, to są źli, są moimi wrogami. To brak otwartości na dialog.  To brak poszanowania dla różnorodności, odrębnych poglądów i niechęć do dyskusji. Dyskusji która nie zawsze musi zmierzać do wypracowania jednego słusznego stanowiska i której jedynym celem nie jest przekonanie oponenta, ale poznanie jego poglądów i próba zrozumienia skąd się bierze jego postawa. Taka dyskusja jest nam potrzebna, dialog w którym dwie strony mogą przystąpić z innymi poglądami i mogą rozstać się w przyjaźni nawet bez uzgodnienia wspólnego stanowiska. I nie chodzi mi o to żeby nie bronić własnych poglądów, jeśli uważamy ze mamy rację, ale aby nie wychodzić z założenia, że- cytując klasyka- moja racja jest najmojsza i każdy musi się z nią zgodzić. Nie musi i nie ma w tym nic złego. Dialog moim zdaniem powinien zmierzać bardziej do zrozumienia siebie nawzajem niż do ujednolicenia poglądów. Właściwie to ujednolicenie poglądów jest czymś do czego dialog zmierzać nie powinien.

I nie chce tu teraz twierdzić ze zgoda jest czymś złym, wręcz przeciwnie, raczej wskazać że zarówno zgoda jak i konflikt mają swoje miejsce w życiu społecznym i wyeliminowanie któregokolwiek będzie zawsze zmierzało do destrukcji określonej grupy, która taka eliminację chciałaby przeprowadzić. Całkowity brak zgody w grupie- także co do mechanizmów podejmowania decyzji- prowadziłby do anarchii i impasu decyzyjnego. Brak konfliktu sprowadzałby się do marazmu i ograniczenia niezależności członków grupie. Obie postawy- z różnych przyczyn- w bliższej lub dalszej perspektywie doprowadziłyby albo do rozpadu albo o stosowania jakiegoś rodzaju rozwiązań siłowych.

Żeby móc korzystnie spożytkować konflikt spełnić trzeba- poza wskazanym wcześniej szacunkiem dla innych niż moje własne poglądów- jeszcze jeden ważny warunek- musimy przestać bać się konfliktów. Przestać postrzegać je jako zjawisko niepożądane lub ignorować. Przestać udawać że jesteśmy w stanie zawsze żyć ze sobą w zgodzie- nie możemy i nie musimy. Możemy się sprzeczać w sposób piękny i merytoryczny. Możemy ze sobą dyskutować szanując się nawzajem i nie zgadzając za jednym razem. 

Mam wrażenie- będące refleksja po obserwacji naszego własnego podwórka przez ostatnie półtora roku- że niektórzy chcieliby abyśmy wszyscy złapali się za ręce i szli razem w rządku do celu. Tą sama drogą, nie zbaczając z trasy i nie sprzeczając się która droga jest lepsza. Co więcej w ramach odrobiny samokrytycyzmu przyznać muszę że także swojego czasu przyjęłam podobną postawę wobec niektórych sytuacji konfliktowych w grupie- na siłę chciałam aby konflikt zniknął i wszyscy żyli razem w zgodzie i zadowoleniu. Teraz, z perspektywy czasu uważam to za błąd i pominięcie jednej bardzo istotnej kwestii.

Nawet jeśli jesteśmy członkami jednego Stowarzyszenia dążymy wszyscy do wspólnego celu jakim jest obrona w Polsce demokracji, nie musimy zawsze się zgadzać i iść razem tą samą drogą. Wiele jest dróg które prowadzą do celu i głupota byłoby tworzyć korki na jednej, podczas gdy inne świecą pustkami. Ważniejsze od "idziemy wszyscy jedną drogą" jest "idziemy wszyscy w jednym kierunku" Czasem miniemy się na szlaku, czasem będziemy wędrować oddzielnie. Czasem nasze drogi spotkają się na skrzyżowaniu i będziemy mogli wspólnie usiąść i porozmawiać- i może posprzeczać się o to kto z kim jaką drogą dalej idzie. Ale dajmy sobie wzajemnie wybór- nie zmuszajmy innych by szli moją drogą, nie czujmy się zobowiązani porzucać własnej dla innych. Sprzeczajmy się, dyskutujmy, szukajmy nowych rozwiązań.


Nie bójmy się konfliktów- one są nieodłącznym elementem życia społecznego, są i będą rodziły się zawsze tam gdzie będzie miejsce na dyskusję. Nie eliminujmy i nie ignorujmy ich- jedno i drugie doprowadzi prędzej czy później już nie tyle do różnicy zdań ile do zajadłej walki wewnątrz grupy lub jej rozpadu. Spróbujmy spojrzeć na rodzące się konflikty jako okazję do rozmowy  i poszukiwania nowych rozwiązań. A jeśli nie jesteśmy w jakiejś sprawie wypracować wspólnego rozwiązania- także przy pomocy istniejących w grupie mechanizmów decyzyjnych- może to po prostu znaczy że kolejny odcinek drogi warto pokonać oddzielnie i spotkać się za kolejnym zakrętem- bez chowania w sercu urazy, bez złości na to że ktoś się ze mną w czymś nie zgadzał. 

Marta Kamińska

1 komentarz:

Marek Szemiński pisze...

Marto, dziękuję Ci za ten tekst. Mądry, wyważony, przemyślany. Obyśmy potrafili wziąć te słowa do umysłów, najpierw przeczytawszy ze zrozumieniem.