niedziela, 12 listopada 2017

Historia, suwerenności i integracja europejska czyli być czy nie być w Unii?

1 września 1939 roku Niemcy napadły na Polskę. Jak wiemy wszyscy z historii nasi sojusznicy- Francja i Wielka Brytania- co prawda wypowiedziały wojnę Niemcom 3 września, jednak rzeczywistej pomocy militarnej naszemu państwu nie udzieliły. Mimo podpisanych umów o wzajemnej pomocy na wypadek agresji zostaliśmy w tej walce sami, jedynie ZSRR wtrącił się kilka dni później napadając na nas z drugiej strony.

W późniejszym okresie II wojny światowej na uchodźstwie działał rząd polski z siedzibą w Londynie. Nasi piloci walczyli w Bitwie o Anglię, tworząc najskuteczniejszy batalion broniący niemieckim samolotom dostępu do wyspy. Walczyliśmy razem z Aliantami, mając swój udział w pokonaniu Hitlera. Na koniec- po raz kolejny- zostaliśmy pozostawieni samym sobie, cześć naszego terytorium oddana została w Jałcie Stalinowi, reszta znalazła się w radzieckiej strefie wpływu na kolejne pół wieku.

Tyle o historii.

Chcemy wszyscy- a przynajmniej zakładam że wszyscy- żeby Polska była państwem suwerennym. Pewne różnice pojawiają się w momencie kiedy chcemy tę suwerenność definiować.

W myśl chyba najbardziej znanej, jeszcze XIX - wiecznej definicji suwerenność to zdolność do samodzielnego, niezależnego od innych podmiotów, sprawowania władzy politycznej nad określonym terytorium. Suwerenność państwa obejmuje niezależność w sprawach wewnętrznych i zewnętrznych. Suwerenność wewnętrzna polega na tym, że państwo samodzielnie decyduje o porządku prawnym w kraju oraz o tym jakie działanie podejmuje wobec jednostek znajdujących się na jego terytorium. Władza państwowa jest niezależna od organizacji działających na terytorium państwa, jak na przykład organizacje pozarządowe, krajowe organizacje związków zawodowych, kościoły. Suwerenność zewnętrzna gwarantuje, że państwo jest niezależne od innych państw w podejmowaniu decyzji. Suwerenność ta polega także na braku możliwości wpłynięcia na państwo za pośrednictwem organizacji międzynarodowych, międzynarodowych grup nacisku i sojuszy politycznych.

Przy tak pojmowanej suwerenności pojawia się, siłą rzeczy, pytanie o suwerenność w kontekście integracji europejskiej. W końcu nie da się zaprzeczyć że Unia tworzy prawo, które zgodnie z Traktatami bezpośrednio obowiązuje w państwach członkowskich, mając do tego pierwszeństwo przed prawem krajowym. Część decyzji, które wcześniej podejmowane były na szczeblu krajowym, teraz podejmowane są na szczeblu europejskim i dane państwo nie zawsze musi się z tymi decyzjami zgadzać.

W tym kontekście za państwo cieszące się większą suwerennością można by uznać np. Ukrainę. Ukrainę która w 2014 roku podjęła suwerenne decyzje nie po myśli jej silniejszego sąsiada. W rezultacie tych decyzji najpierw utraciła na rzecz Rosji kontrolę nad Krymem, a później także nad wschodnią częścią swojego państwa. Ale z punktu widzenia XIX-wiecznej definicji suwerenności jest państwem bardziej suwerennym. Podobnie Gruzja.

Piszę o tym ponieważ mam wrażenia, że część polityków nie zauważyła jeszcze, że nie żyjemy w XIX w, ale w XXI. I że XIX-wieczne rozumienie niektórych pojęć jest nie tylko przestarzałe, ale też niebezpieczne.

Unia Europejska jest pięknym projektem. Projektem na wielu płaszczyznach prowadzi do poprawy jakości życia zamieszkujących ją obywateli państw członkowskich, sprzyjającą umacnianiu i rozwijaniu wartości takich jak demokracja, rządy prawa, praw i wolności obywatelskich. Ale przede wszystkim jest gwarantem - najlepszym jaki mamy - naszej suwerenności.

Bo- bądźmy przez moment szczerzy- sami naszej suwerenności nie jesteśmy w stanie bronić przed państwami takimi jak choćby Rosja. Na cieszenie się z rzeczywiście posiadanej całkowitej niezależności od wszystkich - a przynajmniej dużym stopniem niezależności - może pozwolić sobie kilka światowych mocarstw. Ale nie tylko Polska, ale i większość państw w Europie nie obroni się samodzielnie, jeśli którejś z tych mocarstw postanowi zagarnąć sobie kawałek ich terytorium. Ukraina jest tego najlepszym przykładem.

To jednak co jest niemożliwe w pojedynkę, przestaje być takie przy współdziałaniu większej liczby państw. Samodzielnie państwa europejskie - a przynajmniej ich większość - nie może konkurować z potęgą militarna Rosji, Chin czy USA. Polska nie może z nimi konkurować. Ale Unia Europejska już tak.

Przynależność do Unii jest dla Polski gwarancją, że rok 1939 się nie powtórzy. Że przy następnej napaści kogokolwiek na nasz kraj nie zostaniemy pozostawieni sami sobie, że tym razem nasi sojusznicy rzeczywiście przyjdą nam z pomocą. I choć podobny cel ma członkostwo Polski w NATO, to jednak w historii nie tylko Polski ale i świata podpisane przez różne państwa traktaty często okazywały się warte niewiele więcej niż papier, na którym były spisane. Chciałabym wierzyć ze w przypadku NATO jest inaczej, ale jednak bezpieczeństwo mojego kraju wolę oprzeć na czymś więcej niż samej wierze w to, że tym razem dane słowo wystarczy aby inne państwa w razie zagrożenia zaangażowały się militarnie w obronę Polski przed każdym zewnętrznym wrogiem.

Prawda jest bowiem taka że każde państwo w pierwszym rzędzie patrzy na swój własny interes. Jest to z jednej strony zrozumiałe, z drugiej bywa przyczyną niedotrzymywania powziętych zobowiązań, gdy wywiązanie się z nich jest zbyt kosztowne i nie przynosi wymiernych korzyści. W tej sytuacji w jednej tylko sytuacji możemy być absolutnie pewni, ze nasi sojusznicy przyjdą nam z pomocą- gdyby nieudzielenie nam pomocy byłoby bardziej kosztowne niż wysłanie własnych wojsk do obrony naszego kraju. Gdy Polska będzie tak silnie powiązana - politycznie i gospodarczo- z krajami Europy Zachodniej, że atak militarny na nasze terytorium będzie nie do zaakceptowania dla naszych sojuszników. I to nie tylko w płaszczyźnie deklaracji - w końcu deklaracji potępiających zachowanie Rosji w 2014 roku padło sporo, co w żadne sposób Ukrainie nie pomogło, ale na płaszczyźnie ekonomicznych i politycznych interesów Unii i wszystkich państw ją tworzących.

Powyższe nakazuje nam inaczej spojrzeć na pojęcie suwerenności, poszukać dla tego pojęcia nowej definicji. W prawie międzynarodowym pojawiła się- już jakiś czas temu – koncepcja aby suwerenność państwa określić jako przysługującą państwu „kompetencję kompetencji” czyli prawo państwa jako podmiotu prawa międzynarodowego do samookreślania swoich kompetencji. Jest to cecha która charakteryzuje państwa i odróżnia je od innych podmiotów prawa międzynarodowego - suwerenne państwo samo decyduje o swoich kompetencjach, o tym jakie działania może podejmować zarówno w stosunkach zewnętrznych jak i wewnętrznych. Pozostałe podmioty prawa międzynarodowego - jak np. organizacje międzynarodowe- mogą podejmować tylko takie działania, na jakie zezwalają umowy międzynarodowe powołujące je do życia. Państwa zawierając określaną umowę międzynarodową powołującą daną organizację decydują w tej umowie jakie będą kompetencje organizacji, organizacja sama nie może przyznać sobie żadnych kompetencji których nie przyznałyby jej państwa założycielskie. Z kolei same państwa nie potrzebują żadnej podstawy prawnej, żadnego aktu prawnego ani zgody innych podmiotów prawa międzynarodowego na dowolne określanie własnych kompetencji i przyznawanie ich sobie w zależności od potrzeby podjęcia określonego działania. Suwerenność państw wyraża się właśnie w tym że „kompetencja kompetencji” państw jest kompetencją pierwotną, niezależną od innych podmiotów, nieograniczoną w prawie międzynarodowym.

Przyjmując powyższą definicję członkostwo w Unii Europejskiej nie jawi się już jako jakiekolwiek ograniczenie naszej suwerenności, ale jest przejawem korzystania państwa z tej suwerenności. Państwo bowiem samo decyduje zarówno o tym, jakie ma kompetencji, jak i o tym w jaki sposób będzie je wykonywać. Może dojść do wniosku, że część swoich kompetencji może lepiej wykorzystać współdziałając z innymi państwami na płaszczyźnie ponadnarodowej i w związku z tym zdecydować że część kompetencji przekaże w celu wspólnego wykonywania organizacji międzynarodowej jaką jest Unia Europejska. Wskazać jednak należy że nie mamy do czynienia ze zrzeczeniem się przez państwo na rzecz innego podmiotu swoich kompetencji w określonych dziedzinach (jak polityka celna chociażby), ale przekazaniem ich do wykonywania organizacji tak, aby były one wykonywane w sposób bardziej efektowny i z większą korzyścią dla państwa. To państwo w dalszym ciągu pozostaje dysponentem tych kompetencji i tak jak przekazało je do wykonywania organizacji międzynarodowej, tak samo może podjąć decyzję przeciwną- występując z organizacji po raz kolejny przystąpić do samodzielnego wykonywania tych kompetencji. Pytanie tylko czy to się danemu państwu opłaca- jeśli mówimy o Polsce i Unii Europejskiej jestem zdania że ja najbardziej nie. Ale w każdym razie to suwerenna decyzja każdego państwa członkowskiego.

W konkluzji wskazać należy zamiast patrzeć - jak robią to niektórzy politycy - na Unię jako zagrożenie dla naszej suwerenności, powinniśmy pojmować ją jako najskuteczniejszą gwarancje tego, że państwem suwerennym będziemy mogli pozostać w pogrążającym się w coraz to nowych konfliktach świecie.

Marta Kamińska

1 komentarz:

Tommy Eastwood pisze...

Spakuj sie jeden z drugim do Reichu i po sprawie. Po co gnic w Polsce?;)