piątek, 4 sierpnia 2017

"Ta, co nie zginęła"- interpretacja wiersza w kontekście bieżących wydarzeń w Polsce

Rozdzielił nas, mój bracie,
zły los i trzyma straż –
w dwóch wrogich sobie szańcach
patrzymy śmierci w twarz.
W okopach pełnych jęku,
wsłuchani w armat huk,
stoimy na wprost siebie –
ja – wróg twój, ty – mój wróg!
Las płacze, ziemia płacze,
świat cały w ogniu drży...
W dwóch wrogich sobie szańcach
stoimy ja i ty.


Zastanawiam się co autor powyższego wiersza pomyślałby sobie, gdyby miał możliwość obserwacji życia społeczno- politycznego w dzisiejszej Polsce. Myślę że na początku nie mógłby uwierzyć w to, co widzi. Na początku- potem byłby przerażony.

Czytałam- i oglądałam- relacje z dwóch ostatnich pielgrzymek młodzieży narodowej na Jasną Górę. Nie wiem czy z większym smutkiem, czy niesmakiem słuchałam wykrzykiwanych podczas nich haseł. Większości nie chcę komentować, ale nad jednym zdecydowanie nie sposób przejść obojętnie: „Śmierć wrogom Ojczyzny” Wyrażone życzenie, które przecież odnosi się tez do mnie, prawda? W końcu czytając prawicowa prasę i rożne strony nacjonalistycznych ugrupowań łatwo dojść do wniosku, że tymi „wrogami Ojczyzny” są członkowie PO, N, PSL, SLD, ich wyborcy, członkowie i sympatycy KOD, Obywateli RP, OSK, sympatycy Jurka Owsiaka i Orkiestry... naprawdę długa lista, z grubsza obejmująca tych którzy z ideą nacjonalizmu się nie zgadzają. Więc tak, tez się zaliczam.

Gdybym zaś miała jakiekolwiek wątpliwości czy ktoś w moim własnym kraju życzy mi śmierci- ludzie którzy mnie nie znają, nigdy mnie nie spotkali i nic o mnie nie wiedzą, może poza tym co narodowa telewizja i ultraprawicowa prasa im podsunie-  tylko i wyłącznie dlatego, że mój światopogląd odbiega od wyznawanego przez kierujących owe życzenia, to skutecznie rozwiał te wątpliwości słynny już baner wywieszony podczas meczu Legii Warszawa z Piastem Gliwice. Tak, ten który dumnie głosił: „KOD, Nowoczesna, GW, Lis, Olejnik i inne ladacznice - dla Was nie będzie gwizdów, będą szubienice” No i wszystko jasne, jestem członkiem KOD, wiec teraz tylko czekać aż ktoś tę szubienice zbuduje. Może przy okazji następnej pielgrzymki gorliwa nacjonalistyczna młodzież pomodli się o to, aby stało się jak najprędzej.

Choć z drugiej strony i szubienica niepotrzebna, gdy tylko zapał w młodych, narodowych sercach wre. W końcu drzew jeszcze się trochę w Polsce ostało, mimo starań ministra Szyszki żeby coś na ich obecność poradzić, a członkowie ONR, MW i innych skromniejszych może narodowych ruchów chętnie je wykorzystają. W końcu nie tak dawno oświadczyli- a właściwie wykrzyczeli- publicznie- że: „na drzewach zamiast liści, będą wisieć komuniści”. „Komuniści”- czyli w myśl filozofii Jarosława Kaczyńskiego, który dla środowisk nacjonalistycznych zdaje się być jakiegoś rodzaju autorytetem, także członkowie KODu, oficjalnie przez naczelnika ochrzczeni „komunistami i złodziejami” Tak na marginesie mam wrażenie, ze młodzi narodowcy, którzy słusznie minionego systemu nie pamiętają, bo ze względu na wiek pamiętać nie mogą, chętnie wrzuciliby do tego wora tych, dzięki którym słusznie miniony system się skończył. Taki nasz mały lokalny paradoks, że oto dzisiaj komunistami nazywa się tych, którzy z komunizmem w Polsce walczyli, którzy byli przez bezpiekę inwigilowani, internowani w stanie wojennym, prześladowani, zastraszani, a którzy mimo tego nie poddali się i do upadku PRL doprowadzili. Ale to tylko nieistotne w gruncie rzeczy fakty, nikt w końcu nie mówił że nienawiść musi mieć jakiekolwiek racjonalne podstawy. Mogłyby tylko zawadzać.

Tak na dokładkę, jakby ktoś jednak z drzewa spadł, można takiego sierpem czy młotem dobić. W myśl jeszcze jednego popularnego nacjonalistycznego hasła: „raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę” Nie wiem jak sprawa wygląda z sierpami, ale młotek gdzieś tam w domu mam, pewnie jak większość zresztą. Węc narzędzia są, ochota jest, nic tylko działać.

W powyższą filozofię dobrze wpisują się „kazania” i internetowe wystąpienia byłego już księdza i guru środowisk nacjonalistycznych Jacka Międlara. Od chociażby słowa wygłoszone podczas sławnej już mszy w Katedrze Białostockiej podczas obchodów 82- lecia złożenia ONR: „Zero tolerancji dla ogarniętej nowotworem złośliwym Polski i Polaków. Zero tolerancji dla tego nowotworu. Ten nowotwór wymaga chemioterapii (...) i tą chemioterapią jest bezkompromisowy narodowo-katolicki radykalizm” czy tweedy dotyczące posłanki Nowoczesnej Joanny Scheuring-Wielgus „Konfidentka, zwolenniczka zabijania (aborcji) i islamizacji. Kiedyś dla takich była brzytwa! Dziś prawda i modlitwa?” Na tym tle za łagodną należałoby uznać wypowiedź posłanki PiS Beaty Mateusiak-​Pieluchy która ateistów, prawosławnych i muzułmanów chciałaby „jedynie” deportować z kraju.  Cóż za wspaniałomyślność i prawdziwie chrześcijańska postawa.


Zaledwie wczesnym rankiem
armaty zaczną grać,
ty świstem kul morderczym
o sobie dajesz znać.
Na nasze niskie szańce
szrapnelów rzucasz grad
i wołasz mnie, i mówisz:
– To ja, twój brat... twój brat! –
Las płacze, zimia płacze,
w pożarach stoi świat,
a ty wciąż mówisz do mnie:
– To ja, twój brat... twój brat! –

Edrard Słoński wyraża głęboki smutek z powodu sytuacji, w której Polacy zmuszeni byli stanąć po przeciwnych stronach walczących armii i zabijać siebie nawzajem. Dla niego to była tragedia. Dzisiaj, mimo iż nie ma takiej konieczności, nikt nas do tego nie zmusza, część społeczeństwa z uśmiechem na ustach wykrzykuje zachęty do tego, aby inaczej myślących Polaków zabijać. Jednocześnie ubiera powyższe działania w szatki patriotyzmu, wypaczając to pojęcie. Okrzyki „Raz sierpem, raz młotem...” i „A na drzewach...” przeplatają się z „Bóg, honor, Ojczyzna” mimo że te pierwsze nie mają nic wspólnego ani z Bogiem, ani honorem ani dobrem Ojczyzny.

Wiele aspektów dzisiejszej sytuacji politycznej w Polsce mnie niepokoi. Niepokoi mnie rozmontowanie Trybunału Konstytucyjnego, niepokoi mnie Antoni Macierewicz na czele MON, niepokoi mnie że tracimy sojuszników w UE a w zamian zyskujemy jedynie tych w San Escobar, niepokoi mnie przygotowana pośpiesznie i wprowadzana na siłę „reforma” oświaty, niepokoi mnie całkowity brak szacunku dla prawa- zwłaszcza Konstytucji- ze strony Prezesa i jego podwładnych, niepokoi mnie przyznawanie służba coraz szerszych kompetencji w zakresie inwigilacji obywateli, niepokoi mnie Zbyszek Ziobro wtrącający się w sprawy sądów, niepokoją mnie zakusy Prezesa i Spółki na media i samorząd terytorialny, niepokoi mnie lekceważenie obywateli przez władzę, niepokoi mnie wycinka Puszczy Białowieskiej, niepokoi mnie ograniczanie własności prywatnej, niepokoi mnie politycznie sterowana prokuratura, niepokoi mnie... właściwie to dość długa lista, więc może nie będę jej w całości wymieniać. Tak czy inaczej nic nie niepokoi mnie tak bardzo jak narastająca w części społeczeństwa nienawiść do każdego, kto myśli inaczej.

Na razie manifestuje się ona przeważnie w wykrzykiwaniu haseł, wpisach w internecie, czasem obrzuceniu farbą wystawy sklepowej, kilkoma incydentami związanymi z pobiciem kogoś. Pytanie co dalej?

Do czego nas wszystkich ta nienawiść, obecna w dumnie głoszonych nacjonalistycznych hasłach, zaprowadzi?
Do rozlewu krwi na ulicach?
Do tego ze znowu Polacy będą zabijać się nawzajem- już nie z przymusu, ale z własnej woli? I nie w imię walki o niepodległość, ale w imię ślepego gniewu i nienawiści?

 Kiedy oglądam pochody nacjonalistów odczuwam przerażenie- przerażenie tym jak wiele nienawiści mają w sobie ci młodzi ludzie, którzy z taką zajadłością potrafią życzyć innym śmierci. Nie jestem w stanie tez zrozumieć, skąd taka nienawiść się bierze, co ją napędza. W części na pewno wypowiedzi polityków partii rządzącej, te o „gorszym sorcie” czy „elemencie animalnym” W końcu ci mający odmienne poglądy to nie do końca Polacy, jakiś gorszy gatunek, żeby nie powiedzieć zwierzęta, więc i życzenie im śmierci to nic złego, a zabijanie- nie tak do końca morderstwo.  Deprecjonowanie innych, odzieranie ich w publicznych wypowiedziach z przynależnej każdemu człowiekowi ludzkiej godności podsyca nienawiść i ją ułatwia. I przynosi wymierne efekty w postaci brutalizacji życia politycznego w Polsce.

Jednak problem jest głębszy niż tworzony przez niektóre wypowiedzi części polskich polityków klimat do wzajemnej nagonki i napuszczania jednej grupy społecznej na drugą. Jest on nawet głębszy niż to, że wskazane powyżej hasła są w ogóle obecne w życiu politycznym.  To fakt że obecność tych haseł to nie jakieś odosobnione przypadki, dla części działających w Polsce organizacji są one normą wyznaczającą zachowania na publicznych zgromadzeniach. Stały się tak powszechne, że kolejne doniesienia o skandowaniu o wieszaniu na drzewach nikogo nie zaskakują, są raczej spodziewanym efektem przemarszu ONR czy MW. Czy innego nacjonalistycznego zrzeszenia. I nie spotykają się z jednoznaczną reakcją społeczną wyrażającą sprzeciw wobec takiego zachowania- przeciwnie część mediów, polityków, grup społecznych taką postawę pochwali. I to przeraża- to przyzwolenie na nienawiść, na jej pielęgnowanie i głoszenie światu z uśmiechem na ustach i zapałem godnym lepszej sprawy. 

Bo wciąż na jawie widzę
i co noc mi się śni,
że Ta, co nie zginęła,
wyrośnie z naszej krwi


Nasi przodkowie przelewali krew żebyśmy mogli żyć w wolnej Polsce.

Jeśli dzisiaj my nie powstrzymamy tego narastania nienawiści Polaków do Polaków, zwolenników jednej filozofii do wszystkich inaczej myślących to „Tę, co nie zginęła” możemy we krwi utopić.

Marta Kamińska

1 komentarz:

Jerzy Dramowicz pisze...

Marta, bardzo dziękuję ci za napisanie tego komentarza, przeplecionego bardzo dramatycznym wierszem. Miejmy nadzieje że osoby czytające ten blog ocenią krytycznie naszą społeczną sytuacją w kraju. Miejmy odwagę rozmawiać o tym otwarcie, bo zagrożenie jest realne. Mam nadzieję że jesteśmy coraz bliżej faktu delegalizacji ONR, i nie będziemy musieli być świadkami kolejnych ekscesów nienawiści.